środa, 25 marca 2020

113. Adam Mickiewicz - "Pan Tadeusz"


Adam Mickiewicz – „Pan Tadeusz” – streszczenie



Księga pierwsza

Gospodarstwo

W inwokacji poeta zwraca się z prośbą do Maryi, aby tak, jak w dzieciństwie cudem uratowała go od śmierci, tak teraz pomogła mu wrócić do ojczyzny. Wspomina leśne pagórki, zielone łąki rozpościerające się nad Niemnem. Pola porastają złote i srebrne zboża, gryka, koniczyna, żółte kwiaty rzepaku. Pośród takich pól, nad strumieniem, stał przed laty drewniany dwór na podmurówce, odbijający się bielą ścian od ciemnej zieleni topoli. Dwór był niewielki, lecz schludny. Miał wielką stodołę, a wokół niej stogi. Widać było, że okolica jest bardzo obfita w zboże. Brama otwarta na oścież oznajmiała gościnność gospodarzy.
Na podwórze zajechała właśnie dwukonna bryczka, z której wysiadł młody panicz. Wbiegł do domu, którego dawno nie widział, bo dopiero skończył naukę w Wilnie. Czułym spojrzeniem przywitał znajome ściany, na których wisiały portrety Kościuszki, Rejtana, Jasińskiego, Korsaka. Pociągnął za sznurek starego zegara kurantowego, który zaczął wygrywać „Mazurek Dąbrowskiego”. Pobiegł do komnaty, gdzie mieszkał przez dziesięcioma laty i zdumiony zatrzymał się w progu, widząc, że zmieniła się w kobiecy pokój z niedbale porzuconymi na fortepianie nutami i sukienką na krześle. Za oknem widoczny był sad, w którym ktoś urządził mały ogródek. Niedaleko stała młoda dziewczyna w białym, rannym stroju, w jakim nigdy mężczyźni nie oglądali kobiet. Włosy miała zawinięte w papiloty. Wbiegła do komnaty przez okno, po desce opartej o ścianę. Chwyciła sukienkę i nagle zauważyła młodzieńca, krzyknęła i uciekła. Tymczasem na folwarku zauważono, że zajechał gość i zabrano konie do stajni, a Wojski, zastępujący Sędziego Soplicę pod jego nieobecność, zajął się urządzaniem wieczerzy poza domem i teraz, nie chcąc pokazać się gościowi w roboczym stroju, przebrał się i poszedł go przywitać. Rozpoznał w nim od razu Tadeusza i wypytywał o jego dzieje. Zapowiedział, że stryj zamierza wkrótce wyprawić mu wesele. Następnie poszli razem pod las, aby przywitać resztę towarzystwa, które zjechało się na zakończenie sądowego sporu z Hrabią o zamek. Nad lasem właśnie zaczęło zachodzić słońce. Towarzystwo wracało już z lasu w ustalonym porządku. Wzruszony Sędzia przywitał się z Tadeuszem. Jak się okazało, woźny Protazy wyniósł stoły i urządził wieczerzę w dobrze zachowanej sieni zrujnowanego zamku, tłumacząc, że izby dworskie nie pomieszczą tylu gości. O zamek ten, początkowo przez nikogo niechciany, teraz wiedli spór Sędzia Soplica i Hrabia – ostatni z Horeszków, sierota, który właśnie osiągnął pełnoletność, tj. 20 lat. Goście zajęli miejsca według wieku, godności i urzędu. Bernardyn zmówił po łacinie modlitwę i zaczęto jeść chłodnik. Między Tadeuszem a stryjem czekało na kogoś puste krzesło. Roztargniony młodzieniec zapomniał o usługiwaniu damom, więc Podkomorzy zganił współczesne obyczaje, a Sędzia wygłosił mowę o tym, jak dawniej uczono młodzież grzeczności. Podkomorzy przypomniał czasy, kiedy do Polski zawitała naganna moda na francuszczyznę i zapytał ks. Robaka o wiadomości zza Niemna (tj. z Księstwa Warszawskiego). Bernardyn, spojrzawszy na Moskala Rykowa, odrzekł, że polityka go nudzi i że się nią nie zajmuje. Wtem bocznymi drzwiami weszła piękna, młoda kobieta, którą wszyscy entuzjastycznie witali. Przedzierając się do swojego miejsca, w roztargnieniu oparła się o Tadeusza i usiadła. Przy stole znów rozległy się rozmowy, wzmogła się kłótnia Asesora z Rejentem o charty. Tadeusz tymczasem przyglądał się nowemu gościowi. Choć miał już prawie 20 lat, w Wilnie wychowywany był surowo przez księdza, dlatego postanowił teraz używać na wsi swobody. Po Soplicach był silny i krzepki, dobrze jeździł konno, nie garnął się specjalnie do nauki. Myślał o wstąpieniu do wojska, lecz stryj postanowił go najpierw ożenić. Zalety Tadeusza przyciągały wzrok jego sąsiadki, która pierwsza zaczęła z nim rozmowę. Mówiła dużo o nowych książkach, o malarstwie, a potem o nudzie i kłopotach towarzyszących życiu na wsi. Na drugim końcu stołu wzmogła się sprzeczka o charty. Kłótnię przerwał Podkomorzy, który nakazał zawiesić spór do następnego dnia. Wojski zaczął opowiadać o dawnych polowaniach, a zagłuszył go śmiech młodzieży. Zaczęto wstawać od stołu. Tadeusz chciał wypytać o Telimenę, lecz nie mógł znaleźć ani Wojskiego, ani Protazego. Gdy wszyscy położyli się spać – starsi i damy we dworze, a młodzież w stodole na sianie – Sędzia przeglądał jeszcze rachunki i wydawał rozkazy służbie. Gdy położył się spać, Protazy przeglądał jeszcze swoją ukochaną książeczkę ze spisanymi sprawami sądowymi sprzed lat, aż w końcu i on usnął.
Zdarzało się na Litwie, że kwestarz z obcego klasztoru okazywał się tajnym emisariuszem napoleońskim. Był nim podobno i ks. Robak, który często rozmawiał z Sędzią na osobności, a później po okolicy rozchodziły się jakieś nowiny. Mnich miał na prawej skroni bliznę na szerokość dłoni, a w brodzie ślad po postrzale, co zdradzało, że nie od zawsze był księdzem. Nawet przy ołtarzu zachowywał się po żołniersku. Był świadomy spraw politycznych, załatwiał mnóstwo interesów, często wymykał się nocą do dworów, a w karczmach wiele rozmawiał z chłopami. Teraz właśnie przyszedł obudzić śpiącego od godziny Sędziego.

Księga druga

Zamek

O wschodzie słońca w Soplicowie młodzież już powstawała, spał jeszcze jedynie Tadeusz, który po wczorajszej wieczerzy zasnął najpóźniej. Do stodoły wszedł ks. Robak i obudził go, a tymczasem na dziedzińcu rozpoczęły się przygotowania do polowania na zające. Podkomorzy dał sygnał do wyjazdu. Ks. Robak chodził po dziedzińcu, odmawiając pacierze i spoglądając na Tadeusza. Wreszcie pogroził mu palcem, a Tadeusz odjechał. Rozpoczęła się gonitwa za szarakiem, a tymczasem pod lasem zamkowym ukazał się spóźniony Hrabia. Zatrzymał się przy zamku, widząc go po raz pierwszy z rana. Urzeczony tym widokiem, zaczął szkicować go na papierze. Nagle ujrzał w pobliżu człowieka, który przyglądał się zamkowi. Był to Gerwazy, ostatni z dworzan Horeszków. Dawniej słynął z wesołości, ale od czasu bitwy, w której zginął dziedzic, nikt już nie widział, aby się uśmiechał. Nazywał się Rębajło, a tytułował się Klucznikiem. Gdy ujrzał Hrabiego, pokłonił mu się nisko i z żalem zapytał, dlaczego skąpi na proces i chce odstąpić zamek Soplicom. Hrabia odrzekł, że proces go nudzi i zamierza przyjąć każde warunki ugody. Gerwazy oburzył się, kazał Hrabiemu zsiąść z konia i wprowadził go do zamku. Tam opowiedział mu jego historię. Jego pan, Stolnik Horeszko, miał jedyną córkę, o której rękę ubiegało się wielu szlachciców. Był pośród nich Jacek Soplica, zwany „Wojewodą”, gdyż cieszył się posłuchem szlachty w całym województwie. Często gościł u Stolnika w zamku i gdy zamierzał oświadczyć się o rękę Ewy Horeszkówny, podano mu czarną polewkę na znak odmowy. Pewnego razu zamek Stolnika oblegli Moskale. Mieszkańcy zamku bronili się, aż w końcu zadowolony Stolnik wyszedł na ganek i zaczął celnie strzelać do Moskali. Nagle od strony bramy padł strzał i ugodził Stolnika w samą pierś, a Gerwazy rozpoznał w zabójcy Jacka Soplicę. W rozpaczy chciał strzelić do niego, lecz dwa razy chybił. Przysiągł zemstę na Soplicach i nie dopuści do oddania im zamku. Hrabia zachwycił się romantyczną opowieścią Gerwazego i zamyśliwszy się nad nią, odjechał. Zatrzymał się koło sadu, w którym urządzono ogródek, pośrodku którego stała dziewczyna ubrana w bieliznę i słomiany kapelusz. Zapatrzył się na nią, lecz podszedł do niego po cichu ks. Robak i pogroził mu palcem. Hrabia ponownie się zamyślił, a tymczasem goście zaczęli wracać z polowania na śniadanie. Zaczęto roznosić kawę parzoną przez specjalnie do tego zatrudnioną kobietę. Panie zrobiły sobie gorące piwo zabielane śmietaną, w którym pływały kawałeczki posiekanego sera, a mężczyźni wybierali domowe wędliny. Na ostatnie danie jedzono zrazy. Rozmawiano o gospodarstwie i polityce, a Asesor z Rejentem znów kłócili się o charty. Tadeusz z Telimeną szeptali na osobności, lecz na wspomnienie Petersburga Telimena zaczęła opowiadać o swoim pobycie w tym mieście i o chartach, które zagryzły jej ulubionego pieska – bonończyka. W tym czasie Sędzia grał z bernardynem w karty. Na koniec Wojski uciszył wszystkich i oświadczył, że pora zakończyć kłótnię Asesora z Rejentem tak, jak to czyniono dawniej. Telimena, znudzona, postanowiła wyjść do lasu, a za nią podążył Tadeusz. Pomysł grzybobrania ucieszył Sędziego, który ogłosił konkurs na najpiękniejszego rydza.

Księga trzecia

Umizgi

Hrabia wracał do siebie, lecz po drodze zatrzymał się przy ogrodzie, gdzie ujrzał piękne zjawisko. W ogródku pomiędzy drobiem widać było główki dzieci, a pośród nich dziewczynę z długimi włosami, która karmiła je i odganiała od nich ważki. Hrabia wyszedł prosto na nią i ukłonił się, na co spłoszona dziewczyna uciekła, a po chwili wróciła do pozostawionych dzieci. Hrabia przemówił do niej górnolotnie jak do księżniczki, ale dziewczyna zaproponowała mu tylko, aby pomógł jej zapędzić ptactwo, które się tymczasem rozbiegło. Rozczarowany Hrabia skierował się do gaju. Ujrzał snujące się jak cienie postacie w specjalnych opończach i rozliczne gatunki grzybów wyglądających jak zastawa stołowa na zielonym obrusie. Tylko znudzona Telimena nie zbierała grzybów. Spacerując samotnie, oddaliła się od towarzyszy i spoczęła na trawie nad strumieniem w pięknym i zacisznym miejscu. W niedługim czasie, niby przypadkiem, zakradł się w to miejsce Tadeusz, ale uprzedził go Sędzia. Usiadł obok Telimeny i zwierzył się jej, że jego brat – Jacek – wciąż nie chce oznajmić synowi, że żyje i przysłał bernardyna Robaka, aby przekazał, że życzeniem jego jest, aby Tadeusz ożenił się z wychowanką Telimeny – Zosią. Telimena sprzeciwiła się temu, twierdząc, że Zosia zdziczałaby w Soplicowie. Zaproponowała, żeby zaczekać jeszcze, gdyż oboje są zbyt młodzi. Sędzia odszedł zamyślony, a tymczasem z przeciwnej strony zaczął zbliżać się Tadeusz. Za drzewami zaś stał Hrabia i szkicował obserwowany obraz. Podszedł do Telimeny i podał jej szkic, aby go oceniła. Telimena zachwyciła się i rozmowa zeszła na piękno krajobrazów włoskich. Tymczasem Tadeusz, zniecierpliwiony długą rozmową Telimeny, przyłączył się do niej, stając w obronie przyrody ojczystej. Hrabia i Telimena oponowali, a Tadeusz chwalił malarza Aleksandra Orłowskiego, który rozsławiał wszystko, co polskie. Na koniec rozległ się dźwięk dzwonu dworskiego wzywającego na obiad. W momencie, gdy Hrabia przypinał sobie do piersi kwiat niezapominajki podarowany przez Telimenę, ona sama ukradkiem wsunęła Tadeuszowi w dłoń malutki liścik i klucz. Z gaju tymczasem wracała gromada gości, niosąc grzyby. Obiad upływał w ciszy, gdy nagle przybył gajowy z wiadomością, że w okolicy pojawił się niedźwiedź. Zarządzono przygotowania do polowania i mszę św. Huberta za myśliwych w kaplicy leśnej. Na wodza wyprawy wybrano Wojskiego, który wyznaczył rozpoczęcie polowania mszą o 4.30.

Księga czwarta

Dyplomatyka i łowy

Z rana w puszczy litewskiej rozległ się odgłos rogów i szczekanie psów zwiastujące polowanie. W Soplicowie został Tadeusz, który zaspał. Zbudziło go stukanie i w otworach okiennic ujrzał śliczną twarzyczkę. Zerwał się, ale nie dostrzegł już niczyich śladów. Wskoczył na konia i popędził, aby dogonić myśliwych. Po dwóch stronach drogi stały dwie karczmy. Stara należała do dziedzica zamku, a nową postawił Soplica. Stara zbudowana była sposobem żydowskim na wzór arki. Pośrodku niej siedziała szlachta, która przyszła do Jankiela napić się po niedzielnej mszy. Jankiel był Żydem uczciwym, lubianym, słynącym z muzycznego talentu, upowszechniającym pieśni patriotyczne. Był dobrym Polakiem, patriotą. Dążył zawsze do zgody i szanowali go wszyscy. Wśród szlachty siedział ks. Robak i głośno rozprawiał. Gdy szlachta zaczęła kłócić się między sobą, pogodziło ją wspomnienie przez bernardyna nazwiska Dąbrowskiego i wspólny śpiew „Mazurka”. Ks. Robak zachęcił szlachtę do oczyszczenia domu, to znaczy ojczyzny z wojsk rosyjskich. Ujrzawszy przez okno Tadeusza pędzącego na koniu z posępną twarzą, pospieszył za nim. W puszczy myśliwi oczekiwali na niedźwiedzia w ciszy, a gdy zwierzę się pojawiło, wystraszywszy się psów i huku trzech strzelb, uciekło w tę stronę, gdzie znajdowali się tylko Wojski, Tadeusz i Hrabia. Niedźwiedź runął wprost na Hrabiego i Tadeusza, a gdy obaj chybili, rzucił się na nich. Rozległy się trzy równoczesne strzały i niedźwiedź padł. Wojski odegrał na rogu bawolim triumfalny koncert. Asesor i Rejent zaczęli kłócić się o to, który z nich zabił niedźwiedzia, więc głos zabrał Wojski, który postanowił opowiedzieć historię Domejki i Dowejki. Tymczasem Gerwazy wyjął kulę, która zabiła niedźwiedzia i okazało się, że pochodzi ona z jego strzelby, wyrwanej mu z rąk przez nadbiegającego bernardyna, który strzelił niedźwiedziowi z odległości stu kroków prosto w środek paszczy, na dodatek celując między głowami dwóch mężczyzn. Tak strzelał niegdyś tylko jeden człowiek – Jacek Soplica. Rozpalono ogniska i zaczęto jeść bigos myśliwski, zakrapiany suto wódką gdańską ze złotem. Wracając z polowania, Wojski opowiedział historię Domejki i Dowejki – szlachciców, którzy pojedynkowali się przez skórę niedźwiedzia. Poprosili na sędziego Wojskiego, który pociął skórę na pasy, ułożył z niej długi most przez rzekę i kazał szlachcicom strzelać dotąd, dopóki się nie pogodzą. Ich spór zakończył się przyjaźnią, Domejko ożenił się z siostrą Dowejki i odwrotnie. Wspólnie wybudowali karczmę, którą nazwali „Niedźwiadek”.

Księga piąta

Kłótnia

Podczas gdy myśliwi wracali z polowania, Telimena zastanawiała się w samotności, jak złowić Tadeusza, a Hrabiemu podsunąć Zosię. Zawoławszy swą podopieczną, oznajmiła jej, że ponieważ zaczęła już czternasty rok, pora zacząć przygotowania do wejścia na salony. Kazała jej się ubrać, pokojowa uczesała ją i Telimena rozpoczęła naukę właściwego chodzenia i dygania. Tymczasem wrócili myśliwi. Tadeusz, ujrzawszy Zosię, rozpoznał ją i poczuł się bardzo nieszczęśliwy. Spostrzegła to Telimena, która natychmiast zaczęła wypytywać go o zmianę nastroju. Tadeusz nic nie odpowiedział i wyszedł, trzaskając drzwiami. Błąkał się bez celu dość długo, aż trafił do Świątyni Dumania, gdzie zastał samotną, płaczącą bezgłośnie Telimenę, która nagle zerwała się i zaczęła podskakiwać. Jak się okazało, usiadła na mrowisku i obsiadły ją mrówki. Tadeusz rzucił się na ratunek i zaczęli godzić się bez słów. Dopiero dzwon dworski oznajmił im porę wieczerzy. Wrócili oddzielnie. Wieczerzę urządził Protazy w zamku, mimo wyraźnego zakazu Sędziego. Podczas jedzenia wszyscy milczeli. Myśliwi czuli się zhańbieni przez bernardyna, Asesor i Rejent – zgnębieni porażką swych chartów. Telimena i Tadeusz siedzieli bokiem do siebie, a Hrabia był nie w humorze, wyraźnie z powodu Telimeny. Tadeusz spostrzegł nagle niedostatki w jej urodzie: zmarszczki, piegi, brak dwóch zębów. Do tego zauważył zaloty Hrabiego do Zosi i milczał ponuro. Nawet Podkomorzy miał zły humor, gdyż widział swe posażne i nadobne córki zaniedbane przez młodzieńców. Wojski, który nie znosił milczenia, zaczął mówić o polowaniu, a Sędzia oznajmił, że upolowanego niedźwiedzia odda Robakowi do klasztornej kuchni, sobie zaś chce zostawić skórę. Nagle z kąta, gdzie wisiał portret Stolnika, wyszedł Gerwazy, otworzył szafę i zaczął nakręcać dwa stare zegary kurantowe, które już dawno nie wskazywały właściwej godziny. Podkomorzy kazał mu przerwać pracę, gdyż zardzewiałe koła zgrzytały nieprzyjemnie, lecz Klucznik go nie posłuchał. Wywiązała się kłótnia, a z niej bójka. Zakończyła ją Zosia, stając w obronie otoczonego Gerwazego. Klucznik zasłonił się ławą i myślał, czy by nie rozpocząć nowej bójki, lecz zląkł się Wojskiego, który był mistrzem w sztuce rzucania nożem. Wycofali się z Hrabią i po chwili Gerwazy pojawił się na chórze, przy starych organach, skąd zaczął wyrywać ołowiane rury i zrzucać je na dół. Goście wyszli z zamku, a za nimi uciekła służba. W opustoszałym zamku na drugim piętrze, na krużganku izby zwierciadlanej stał Hrabia, a Gerwazy przechadzał się zamyślony. Na koniec postanowili odzyskać zamek zajazdem. Gerwazy zobowiązał się zebrać wśród okolicznej szlachty nieprzyjaciół Sopliców.

Księga szósta

Zaścianek

Następnego dnia w Soplicowie goście wstali smutni i siedzieli cicho pochowani w kątach. Sędzia od rana pisał pozew przeciwko Gerwazemu i Hrabiemu i wysłał z nim Protazego. Do Sędziego wpadł Robak, który zwietrzył, że Telimena knuje jakąś intrygę. Dowiedziawszy się o zajściu z poprzedniego wieczoru, rozzłościł się. Doradził załagodzenie sporu, powołując się na Jacka Soplicę. Zapowiedział, że szykuje się wojna, po której Polacy odzyskają ojczyznę i czynił Sędziemu wyrzuty, że w takiej chwili myśli o procesie. Podjął się pogodzenia zwaśnionych. W opustoszałym zamku spotkał Woźnego Protazego, który na darmo odczytywał pozew. Od bab na folwarku dowiedzieli się, że Hrabia z Gerwazym i drużyną dworską ruszyli zbrojnie do Dobrzyna.
W zaścianku mieszkała szlachta wyróżniająca się czarnymi włosami i oczami oraz czysto polską mową, choć osiedli na Litwie przed czterystu laty. Chłopców nazywano Maciej albo Bartłomiej, a dziewczęta – Kachny lub Maryny. Dla rozeznania nadawano mężczyznom przydomki.
O świcie zjawił się w Dobrzynie konny posłaniec i biegał od chaty do chaty. Powstało zamieszanie i postanowiono udać się do 72-letniego Maćka nad Maćkami (zwanego inaczej Kurkiem na kościele, Zabokiem lub Królikiem). Poważano go w zaścianku za waleczność, jaką się wsławił oraz za mądrość i rozwagę. Nic w Dobrzynie nie działo się bez jego rady. Wyszedł właśnie przed dom i głaskał króliki, gdy nagle zwierzęta uciekły spłoszone, a przed jego chatę przybyła gromada szlachty. Powoli zaczęli schodzić się mieszkańcy całego Dobrzyna i okolicznych zaścianków.

Księga siódma

Rada

Bartek zwany Prusakiem wyjaśnił Maćkowi, z czym przybywają. Zaproponowali, aby wzniecić na Litwie powstanie przeciwko Moskalom. Wywiązała się długo trwająca narada, aż pojawił się Gerwazy Rębajło i wyjaśnił, że zgromadził wszystkich po to, aby przypomnieć im słowa bernardyna, że zanim przyjmą do domu Napoleona, trzeba z niego wymieść śmiecie, a śmieciami okolicy są Soplicowie. Bartek Prusak sprzeciwił się niechrześcijańskiej praktyce zemsty. Żyd Jankiel stanął na ławie i powiedział, że szanuje Sopliców tak samo jak Dobrzyńskich i że dochodzenie swoich praw gwałtem jest złe. Radził, aby powstrzymać się do wiosny, a tymczasem zaprosił na wódkę, gdyż jego córka urodziła synka – małego Jankielka. Przemowa Żyda trafiła do serc wszystkich, lecz Gerwazy wpadł w tłum i kazał mu się nie wtrącać. Zaczął przypominać szlachcie dobrodziejstwa, jakich doznała od nieboszczyka Stolnika i udowadniać, że Soplica nigdy nikomu nie zrobił niczego dobrego. Szlachta znowu zaczęła burzyć się przeciwko Soplicom. Dopiero Maciek nad Maćkami, dotąd milczący, wstał i zabrał głos, mówiąc, że są głupi i nie można z nimi rozmawiać o poważnych sprawach. Kazał im wynosić się precz. Znienacka pojawił się Hrabia i szlachta podążyła za nim do karczmy. Narada skończyła się okrzykiem: „Hajże na Soplice!”.

Księga ósma

Zajazd

Po wieczerzy Sędzia wraz z gośćmi wyszli na dziedziniec. Wojski opowiadał historie gwiazd i gwiazdozbiorów, a oczy wszystkich przyciągnęła kometa wróżąca wojnę. Wojski uznał ją za zły znak dla Soplicowa. Goście powoli rozchodzili się, aby położyć się spać, a Tadeusz czekał pod drzwiami stryja. Zza drzwi dobiegło go szlochanie, a zajrzawszy przez dziurkę od klucza ujrzał Sędziego i Robaka klęczących i obejmujących się. Bernardyn opowiedział Sędziemu o zamieszaniu w Dobrzynie i o pomyśle Klucznika Gerwazego. Powierzył Sędziemu tajemnicę swojej osoby i wyszedł oknem prosto do ogrodu. Sędzia, zostawszy sam, płakał. Tadeusz odczekał chwilę i wszedł. Poprosił stryja, aby mógł rozprawić się z pyszałkowatym Hrabią, a potem wstąpić do wojska. Sędzia powstrzymał jego zapał, domyślając się, że jego przyczyną są jakieś zatargi miłosne. Tadeusz, ostro złajany, wyszedł zamyślony od stryja i natknął się na Telimenę, która zaczęła czynić mu wymówki. Zrozpaczony Tadeusz pobiegł prosto nad stawy, żeby się utopić. Zrządzeniem losu jechał tamtędy Hrabia i ujrzawszy Tadeusza, kazał go pojmać. Odstawiwszy go do dworu, wypowiedział wojnę Sędziemu. Zosia zaczęła krzyczeć, a Telimena mdleć. Hrabia rozkazać zamknąć w domu rodzinę Sopliców, a po chwili dwór zaczęła szturmować szlachta. Wpadli do kuchni i ujrzawszy garnki, zaczęli jeść i pić. Gerwazy tymczasem wywlókł na dziedziniec Protazego i kazał mu ogłosić panem zamku i dworu Sopliców Hrabiego. Woźny wszedł na stos belek, chcąc niby przemówić do szlachty, a tymczasem zręcznie uciekł. Po tym incydencie szlachta zaczęła plądrować dwór, zabijać inwentarz i wytaczać z piwnicy beczki wódki, miodu i piwa. Na koniec urządzili ucztę, upili się i pozasypiali.

Księga dziewiąta

Bitwa

Gdy pogrążona w pijaństwie szlachta zaczęła się budzić, okazało się, że wszyscy zostali w czasie snu związani przez Moskali. Z odsieczą Sędziemu przybyli tymczasem krewni i przyjaciele, ale nie wiadomo było, kto sprowadził batalion żołnierzy. Major kazał w suszących się pod płotem belkach powycinać otwory, w które powtykano nogi więźniów i zamknięto drugą belką. Zaczął padać deszcz. Nawet Sędzia i kobiety wstawiali się za marznącymi niewolnikami, ale na próżno. Moskalami dowodził major Płut – dawny Polak (kiedyś nazywał się Płutowicz), który wstąpił do służby cara. Sopliców, aby zakończyć sprawę bez sądu, poparł kapitan Ryków. Major Płut był jednak nieubłagany. Tymczasem na dziedziniec dworu wjechał nowy gość – bernardyn, który przyprowadził ze sobą nowy inwentarz i cztery załadowane wozy. Wraz z nim przybyli, przebrani za furmanów, stary Maciek Rózeczka, Bartek Prusak oraz szlachcice Zan z Mickiewiczem. Bernardyn wszedł do dworu i głośno się śmiejąc, gratulował majorowi. Zaproponował napicie się ponczu. Wypito go całą wazę, a dla wojska wytoczono beczkę spirytusu. Pijany major zaczął zalecać się do Telimeny – aż w końcu dostał w twarz od Tadeusza. Natychmiast rozpoczęła się bitwa, podczas których Soplice uwolnili Dobrzyńskich. Gdy Moskale zaczęli ostrzeliwać dwór, w pewnym momencie jegry wzięli na cel Hrabiego. Zasłonił go sobą ks. Robak i został postrzelony. W końcu Hrabia wyzwał na pojedynek Rykowa, a Tadeusz Płuta. Płut jednak uciekł się do zdrady, dlatego bitwa rozgorzała od początku. Wojski z Protazym udali się do starej sernicy grożącej zawaleniem, podcięli wspierający ją słup i runęła na Moskali. Zostało już niewielu broniących się jegrów. Wymierzono dziewięć strzelb w głowę Klucznika, lecz w ostatniej chwili nadbiegł ranny Robak, podciął mu nogi i obaj upadli na ziemię. Resztkę Moskali rozbroił Podkomorzy i tak zakończył się ostatni zajazd na Litwie.

Księga dziesiąta

Emigracja. Jacek

Po skończonej bitwie rozpętała się burza. W izbie Sędziego położono bernardyna, który kazał zawołać Podkomorzego i Klucznika. Kapitan Ryków narzekał, że z winy Płuta poległo tylu żołnierzy i że major odpowie za to przed carem. Wszystkim zależało, aby minione wydarzenia utrzymać w tajemnicy. Zapytano Klucznika, czy dogadał się w tej sprawie z Płutem, na co Gerwazy odpowiedział ponuro, że Płut już nigdy z nikim nie będzie o niczym rozmawiał. Ks. Robak usiadł na posłaniu i rzekł, że zabicie bezbronnego jest wielkim grzechem, za który Klucznik odpowie przed Bogiem. Ryków wyszedł z izby po zawarciu układów, a Podkomorzy przemówił do szlachty, która brała najbardziej czynny udział w zajeździe, aby uciekała za Niemen, żeby uniknąć zesłania. Ci, co pozostaną, jakoś wyjaśnią sytuację. Gdy odjechali, Sędzia zatrzymał w izbie Tadeusza i oznajmił bernardynowi, że Telimena już nie sprzeciwia się małżeństwu Zosi z Tadeuszem, dlatego trzeba urządzić im zaręczyny. Tadeusz odrzekł, że dziś nie może zaręczyć się z Zosią i zamierza na jakiś czas opuścić Litwę. Jeśli Zosia zechce na niego czekać, on wróci bardziej godny jej ręki. Zosia, podsłuchująca rozmowę, wybiegła z alkowy i ofiarowała Tadeuszowi na drogę obrazek ze św. Genowefą oraz relikwie sukni św. Józefa, patrona zaręczonych. Na scenę pożegnania trafili Telimena i Hrabia, który postanowił wyruszyć wraz z Tadeuszem. Telimena oderwała od sukni kokardę i przypięła ją hrabiemu. Ks. Robak pobłogosławił na drogę Tadeusza, a zapytany przez Sędziego, czy nic mu nie powie, odpowiedział, że chłopak nie powinien wiedzieć, że ma ojca, który skrył się przed światem jak łotr. Następnie kazał posłać po plebana i oddalić wszystkich, a pozostać Sędziemu i Klucznikowi. Gdy zostali sami, bernardyn wyznał, że jest Jackiem Soplicą. Nie boi się już ludzkiego gniewu, lecz zaklina w imię Chrystusa, który na krzyżu błogosławił swoim zabójcom, aby go wysłuchano. Opowiedział o swojej zażyłości ze Stolnikiem, o miłości do Ewy Horeszkówny. Horeszko nazywał go przyjacielem, lecz nie tylko odmówił mu ręki córki, ale w swojej dumie dręczył go, udając, że nie widzi ich miłości. Jacek chciał na zawsze opuścić ojczyznę i pojechał pożegnać Stolnika. Ewa, usłyszawszy o jego odjeździe, zalała się łzami, ale zimny i obojętny Stolnik oznajmił, że ma wyjść za mąż za Kasztelanica (Wojewodę). Jacek ożenił się z pierwszą dziewczyną, która go zechciała, a której nie kochał. Wkrótce umarła z żalu, osierociwszy małego Tadeusza, a Jacka nadal żarła rozpacz, zaczął pić. W okolicy zaczęto opowiadać, że Ewa w czasie ślubu mdlała, że ma początki suchot, że wciąż płacze. Jednak Stolnik pozostawał wciąż wesoły. Jacek często wałęsał się wokół zamku i pewnego razu zobaczył, że oblegają go Moskale. Gdy Stolnik wyszedł na ganek, ujrzał Jacka i zaczął z niego szydzić. Wówczas Soplica, nie zastanawiając się nad tym, co robi, chwycił karabin martwego Moskala i nie mierząc, wypalił. Strzał był tak celny, że położył Horeszkę trupem. Jacek, gdy dotarło do niego, co zrobił, skamieniał z żalu, że Gerwazy, który do niego strzelał, chybił.
Klucznik wzruszył się i powiedział, że są kwita, gdyż Robak uratował w czasie zajazdu życie jemu i Hrabiemu. Chciał odejść, lecz Jacek zatrzymał go, mówiąc, że jeszcze nie skończył, a tej nocy umrze. Sędzia krzyknął ze strachem, że przecież rana jest niewielka, jednak Jacek wyjaśnił, że kula otworzyła starą ranę, źle zagojoną i wdała się gangrena. Zaczął kontynuować swoją opowieść. Po tym, jak zabił Stolnika, okrzyknięto go zdrajcą i wszyscy się od niego odwrócili, a Moskale zaczęli uważać go za swojego stronnika. Dlatego uciekł z kraju. Ewa, wywieziona z mężem na Syberię (zapewne za udział w powstaniu kościuszkowskim w 1894 r.), zmarła młodo, pozostawiwszy w kraju córkę – Zosię, którą on kazał otoczyć opieką. Sam wstąpił do klasztoru i nazwał się Robakiem na znak pokory. Bił się za kraj, przedzierał się z rozkazami wodzów, pracował przez rok w pruskiej fortecy był trzykrotnie raniony przez Moskali, raz wieziono go na Sybir, a Austriacy zapędzili do pracy w lochach. Miał nadzieję wzniecić powstanie na Litwie.
Klucznik orzekł, że grzeszy ten, kto zasmuca umierającego i wyznał Jackowi, że Stolnik, konając, zrobił w jego stronę znak krzyża na znak, że przebaczył swojemu zabójcy. Gerwazy taił ten fakt przez lata z wściekłości.
Nastąpiło długie milczenie, po którym przybył zdyszany Jankiel z listem, w którym napisano, że Napoleon wypowiedział Rosji wojnę. Po chwili przybył pleban z wiatykiem.

Księga jedenasta

Rok 1812

Rok 1812 był urodzajny i jednocześnie obfitujący w wojny. Soplicowo leżało przy drodze, którą ciągnęły wojska króla westfalskiego Hieronima (najmłodszego brata Napoleona) oraz księcia Józefa. Niedaleko Soplicowa zorganizowano główny sztab książęcy, a w Soplicowie stacjonowało czterdzieści tysięcy wojska z generałami: Dąbrowskim, Kniaziewiczem, Giedrojciem i Grabowskim. Specjalnie dla Dąbrowskiego, który chciał mieć polski obiad, Wojski sprowadził pięciu kucharzy, którzy gotowali potrawy z księgi „Kucharz doskonały”. Rozpoczynał się właśnie uroczysty dzień Najświętszej Panny Kwietnej (prawdopodobnie Matki Boskiej Zielnej – 15 VIII). Pod kaplicą zebrał się tłum ludzi, dowódcy i żołnierze. Rozpoczęła się msza, po której odświętnie ubrany Podkomorzy ogłosił, że znany wszystkim Jacek Soplica zgładził swe winy przez święte życie i wielkie czyny pod Hohenlinden, w Hiszpanii i jako tajny wysłaniec, był wielokrotnie ranny i oddał życie w obronie Hrabiego Horeszki. Otrzymał właśnie od Napoleona Order Legii Honorowej. Odtąd przywraca mu się dobre imię, a ktokolwiek mówiłby o nim źle, podlega karze. Order Jacka Soplicy będzie przez trzy dni wisiał na jego grobie, a następnie spocznie w kaplicy jako votum dla Bogurodzicy.
Na przyzbie domu przysiedli w zgodzie Gerwazy z Protazym i rozmawiali, popijając miód.
W ogrodzie dorodny ułan z ręką na temblaku rozmawiał z Zosią – był to Tadeusz, który chciał się upewnić, czy dziewczyna wciąż chce go za męża. Zosia powiedziała, że tęskniła za nim, że wciąż na ustach miała jego imię i że go kocha.
W damskim pokoju wystrojony Rejent usługiwał swojej narzeczonej. Nagle kuchcik dał znać, że zauważono zająca. Kusy i Sokół dopadły go w jednej chwili i Wojski rozwiązał od dawna trwający spór między rywalami, ogłaszając Asesora i Rejenta zwycięzcami na równi. Goście, zgromadzeni w wielkiej sali zamku, oczekiwali na ucztę. Zosia ubrana była w prosty strój litewski i wieniec z sierpem na głowie. Tadeusz przedstawił ją dowódcom, których zachwyciła jej uroda. Jeden z oficerów rozłożył teczkę z plikiem papierów i zaczął szkicować portret Zosi. Sędzia rozpoznał w nim Hrabiego, który właśnie dzisiaj został mianowany pułkownikiem. Weszła druga para narzeczonych – Asesor i Tekla Hreczeszanka. Na trzecią parę czekano dość długo i niecierpliwie.

Księga dwunasta

Kochajmy się

Do sali wszedł Wojski z laską jako marszałek dworu i wskazywał gościom ich miejsca przy stole. Podziwiano wielki serwis zajmujący środek stołu. Był ogromny, kunsztownie wykonany i ozdobny, a na nim znajdowały się tzw. zastawy cukrowe tworzące pejzaże, które objaśniał Wojski. Pierwsza ukazywała historię polskich sejmików. Na znak Wojskiego lokaje zaczęli wnosić potrawy: barszcz królewski, rosół staropolski i półmiski wymyślnych potraw. Gdy jedzono, wielki serwis zmienił wystrój z zimowego na wiosenny, później letni i jesienny. Wojski, widząc podziw gości, triumfował. Nagle pojawił się Maciej Dobrzyński, którego powitano z entuzjazmem. Przybył po to, aby zobaczyć z bliska narodowa armię. Generał Dąbrowski rozpoznał go i zapytał o pozostałych Dobrzyńskich. Maciek odpowiedział, że schronili się w legionach, a wtedy wodzowie rozpoznali ich w swoich żołnierzach. Generał chciał jeszcze poznać słynny Scyzoryk i przedstawiono mu Gerwazego. Dąbrowski z podziwem oglądał jego rapier, który dowódcy ledwo mogli unieść. Jedynie generał Kniaziewicz ujął go lekko i zaczął nim zręcznie wywijać, więc Gerwazy ze łzami w oczach porwał go w objęcia, bo odkrył w nim jedynego spadkobiercę tego, co najdroższego posiadał na świecie. Generał przyjął podarunek i schował go w wojskowym wozie. Generał Dąbrowski spytał Maćka, dlaczego jest nie w humorze, ten zaś odrzekł, że Polsce brak polskiego bohatera. W wojsku słychać same niemieckie tytuły, a pośród żołnierzy znajdują się Turcy i Tatarzy, którzy rabują kościoły i napastują kobiety. Napoleon zaś wybrał się na Moskwę bez Boga i już podpadł pod klątwy biskupie. Sędzia przerwał wszelkie dyskusje obwieszczeniem przybycia trzeciej pary narzeczonych: Rejenta i Telimeny. Rejent po raz pierwszy ubrał się na modłę francuską, gdyż było to warunkiem intercyzy, ale widać było, że bardzo źle się z tym czuł. Zgorszony widokiem Rejenta, Maciek Dobrzyński wstał od stołu i bez pożegnania wrócił do domu. Hrabia, rozpoznawszy Telimenę, nazwał ją niewierną, odwrócił się od niej pełen pogardy i zaczął zalecać się do Podkomorzanki. Goście wyszli dla ochłody na dziedziniec zamku, gdzie już wzywano do tańca. Tadeusz tymczasem zdradził Zosi swe plany uwłaszczenia włościan i radził się jej w tej sprawie. Zosia zgodziła się na prowadzenie skromniejszego życia, gdyż kochała wieś i Soplicowo. Słysząc tę rozmowę, Gerwazy dał wyraz swojemu niezadowoleniu, twierdząc, że wolność jest przywilejem jedynie szlachty, ale przyznał też, że pleban naucza o równości wszystkich ludzi, której dowiódł Chrystus. Dodał, że w zamku znajduje się skarb Stolnika, skryty w ziemi, który należy się Zosi jako dziedziczce, więc nie zaznają biedy. Ponadto on sam posiada worek talarów, które dziś daje młodym w zamian za opiekę. Podszedł Protazy i zaczął odczytywać panegiryk na cześć Zosi, którego jednak nikt nie chciał słuchać. Z rozkazu sędziego pleban ogłosił włościanom wolę Tadeusza i wszyscy zaczęli wiwatować. Zosia poprosiła Jankiela, aby dla niej zagrał na cymbałach. Żyd niezmiernie lubił Zosię, więc przyniesiono mu instrument i rozpoczął się koncert, w którym rozbrzmiały dźwięki historii kraju: Konstytucji 3-go maja, konfederacji Targowickiej, rzezi Pragi, powstania Legionów Dąbrowskiego. Po skończonym koncercie nadszedł czas na polonez, którego poprowadził Podkomorzy w pierwszej parze z Zosią. Zapadł wieczór, nastąpił dalszy ciąg uczty.

Epilog

Na emigracji w Paryżu pełno jest swarów i kłótni. Z Polski dochodzą przerażające nowiny, ponure jak odgłos cmentarnego dzwonu. Podmiot liryczny chce znaleźć zapomnienie w pogodnych latach dzieciństwa. W tym czasie jest to jedyna kraina szczęśliwa dla Polaków. Tam pozostali krewni, wierni przyjaciele, dobrzy sąsiedzi. Pociechą dla poety będzie, jeśli spisane przez niego księgi zbłądzą pod strzechy.

1 komentarz: